Nie zastanawiaj się, tylko zacznij to robić. Zaprzyjaźnij się ze słowem “rozwój”, ucz się nowych rzeczy. Tak brzmiało jedno z moich  ostatnich zdań, które pojawiło się zestawieniu 18 inspirujących kobiet marketingu i biznesu opublikowanego przez Widocznych. Skoro znalazłam się w tym zestawieniu i powiedziałam “A”, wypadałoby powiedzieć “B” i nieco rozwinąć tę “złotą myśl”. 😉 Dlaczego warto się rozwijać, uczyć nowych rzeczy i jak ja i czego nauczyłam się, bo chciałam?

Trudne HTML-a początki

Jakieś, Boże drogi, 15 lat temu, kiedy chodziłam jeszcze do gimnazjum, zapragnęłam 6 z informatyki. Dostałam jasną informację – Justyna, spróbuj zrobić stronę internetową, korzystaj przy tym z tej strony – nie pamiętam adresu, ale zaczęłam działać. Spróbowałam i zrobiłam prostą stronę internetową z kilkoma podstronami. Notatnik był wtedy moim ulubionym kumplem, bo oczywiście wszystko wklepywałam z palca. Moja pierwsza “strona” nigdy nie doczekała się serwera i domeny, ale byłam dumna, że zrobiłam ją bez niczyjej pomocy. Oczywiście skończyłam z 6 na świadectwie.

Tu internetowe Radio Hałas!

Liceum było czasem, gdzie również chciałam czegoś więcej. Powiedzmy, że pierwsze szlify w tworzeniu stron były za mną, bez problemy rozkręcałam i skręcałam komputer, format robiłam z zamkniętymi oczami, a najwięcej frajdy sprawiało mi podsyłanie wirusów na komputer kolegi i otwieranie mu zdalnie stacji dysków. Wymyśliłam sobie, że otworzę sobie radio internetowe. Nie było to trudne i każdy, absolutnie każdy mógł to zrobić. W “tamtych czasach” pewnie  nie każdy zdawał sobie sprawę, ja również nie, z istnienia i działania ZAIKS-u, praw do odtwarzania utworów etc. Przygoda z internetowym radio hałas nie trwała długo, choć fajnie było zapowiadać Depeche Mode, Modern Talking czy Toto i grać muzykę na życzenie. Przy okazji okazało się jeszcze, że w innej dzielnicy mojego miasta radio o tej samej nazwie działa od kilku lat. Nie ukradłam pomysłu na nazwę, wpadłam na tę samą, bo wydawała mi się tak bardzo oryginalna!

W liceum słuchałam też podcastów, które teraz przeżywają renesans i też próbowałam nagrywać swoje, ale na próbach się skończyło.

Kerning, korytarze, bękarty i wdowy

Moje studia były związane przede wszystkim z książkami i ich historią, zwłaszcza na pierwszym roku, z czasem ta wiedza poszerzała się o inne obszary bibliotekoznawstwa. Na całe szczęście, zajęcia z historii bibliotek i historii kultury książki przeplatane były zajęciami z edytorstwa i typografii. To tam miałam pierwszą styczność ze Scribusem, darmowym, fajnym programem do składania tekstu. Oczywiście było mi mało tego, co robiliśmy w ramach zajęć i prac domowym, więc siedziałam i składałam inne rzeczy. Zajęcia z edytorstwa z dr Ewą Jabłońską-Stefanowicz oraz z typografii z dr Ewą Repucho, które serdecznie pozdrawiam, sprawiły, że polubiłam te studia i zaczęłam patrzeć na nie z innej perspektywy tak, aby wynieść z nich to, co najfajniejsze, to, co może mi się przydać.

Historia pewnego plakatu

W naszym instytucie, w ramach koła naukowego, do którego na moment się przyłączyłam, robiliśmy różne dziwne rzeczy. Pisaliśmy książkę, tzn. każdy mógł dopisać parę zdań, akapitów stron, a kolejna osoba, musiała się dopasować do wcześniejszej. Ta książka zginęła, zaginęła, zapadła się pod ziemię. Rzuciłam kiedyś “na pewno jakiś student przez przypadek zabrał ją do siebie i pewnie leży gdzieś w biurku, obok innych książek”. Był koniec stycznia i to jest istotna informacja, bo jakoś na początku tego miesiąca wypada śmieszny dość Dzień Sprzątania Biurka. Niewiele myśląc, a wykorzystując to, czego nauczyłam się wcześniej, zrobiłam prosty plakat, którego treść brzmiała mniej więcej tak: “Dzień Sprzątania Biurka już był, ale nie masz nic do stracenia i możesz posprzątać je teraz. Być może znajdziesz tam książkę, która nam się zgubiła, a jest dla nas bardzo cenna”. Nie wiem czy od rozwieszenia kilku egzemplarzy w instytucie minęła doba, kiedy padło “Pani doktor, posprzątałem biurko!”. Książka znalazła się błyskawicznie, a ile biurek zostało uratowanych przed zagruzowaniem? Niestety wtedy nie prowadziłam statystyk.

Potem z moimi graficznymi pracami jakoś poszło. Nadal uważam, że nie mam za dobrego gustu, znam tylko podstawowe kolory, a ultramaryna to dla mnie po prostu kolor ciasteczkowego potwora, ale udało mi się zrobić ich jeszcze kilka. Opanowałam Photoshopa, Corela i wspomnianego wcześniej Scribusa na tyle, że robiłam proste plakaty na potrzeby Światowego Dnia Książki, spotkań autorskich, imprez towarzyszących. Sprawiało mi to frajdę, a przede wszystkim pozwalało się uczyć.

Mikrofalówki, wiatrówki i X-boksy, czyli trudne copywritera początki

Pod koniec trzeciego roku studiów pojawiła się możliwość dorabiania na prostych tekstach. Dziś śmiało nazywam je preclami, wtedy kojarzyły mi się bardziej z wypiekami, w sumie ich cena była podobna. Pierwsze zlecenie polegało na stworzeniu po 30 tekstów z frazami, które wymieniłam wyżej. Każda fraza miała znaleźć się w tekście min. 3 razy, każdy tekst miał mieć od 1000 do 1500 znaków. Pierwsze zarobione w ten sposób pieniądze bolały, bo zlecenie było żmudne i nudne, wkręciłam w nie nawet współlokatorkę (pozdro, Stacha!). To zlecenie było jednak dobre na przetarcie szlaków, z czasem tego typu teksty pojawiały się rzadziej, a tworzyłam bardziej ambitne, bardziej, jak na tamte czasy dla ludzi, aż w końcu dostałam propozycję pracy w agencji marketingowej (Content Solutions, pozdro!). Tworzyłam treści o zróżnicowanej tematyce, ale przy okazji uczyłam się innych rzeczy. Strony na WordPressie, SEO, współpraca i komunikacja z klientami, zarządzanie ludźmi – to coś, co szlifowałam i w pracy i po pracy, rozkręcając własną firmę.

Własna firma znaczy jeszcze więcej rozwoju

Jeśli ktoś Wam powie, że prowadzenie własnej firmy jest proste, łatwe i przyjemne, to na pewno nie to ostatnie. Bo widzisz więcej, niż pracując na etacie (podatki, ZUS-y), chorobowe przy własnym biznesie to nic innego, jak legenda miejska, a nerwy, gdy zbliża się termin płatności faktur, a kasy dalej nie ma to codzienność. Rozwijasz się jednak, choć może gdy zaczynasz zatrudniać pracowników, tempo się trochę zmniejsza albo skupiasz się na innych obszarach, ale jednak widzisz progres. To znaczy nie wiem, jak Ty – ja widzę taki proces u siebie.

Własna firma to dla mnie dużo mniej czasu niż na studiach czy wcześniej, ale i teraz znajduję czas na to, żeby uczyć się nowych rzeczy. W zeszłym roku stworzyłam kurs on-line, którego nauczyłam się z…kursu on-line, w tym roku część weekendów poświęcam na naukę Google AdWords, wdrażam się mocniej w SEO on-page, słucham podcastów, czytam branżowe blogi i strony. Zmieniło mi się jednak podejście do nauki. Wychodzę z założenia, że nie muszę, a nawet nie powinnam umieć wszystkiego, bo nie do wszystkiego się nadaję. Dlatego na przykład wolę zlecić logo profesjonaliście niż zrobić je samodzielnie, bo wiem, że jego będzie o dwa nieba lepsze. Mam jeszcze jedno założenie, żeby optymalizować czas i poświęcać go na zadania, które wykonam dobrze, podczas, gdy ktoś inny przejmie inną część moich zadań, które nie wymagają specjalistycznej wiedzy.

Myślałam, że to będzie krótka notka, o tym, że po prostu warto działać, a zrobiło mi się dość obszerne czytadło. Dla ludzi TL;DR – tak, warto i trzeba się rozwijać, ucząc się najlepiej na żywo, praktycznie, rozwiązując problemy samodzielnie. Spędzając nad nimi długie wieczory i ciemne noce. Raz, że satysfakcja jest większa, dwa, że zapamiętujesz, jak coś zrobić na dłużej.

Postanowiłam zakończyć ten tekst jakimś inspirującym cytatem, żeby moje przesłanie na dłużej zapadło Ci w pamięci i znalazłam taki w odchłani internetu. Autorem słów jest Mark Fisher – Ludzie, którzy tracą czas czekając, aż zaistnieją najbardziej sprzyjające warunki, nigdy nic nie zdziałają. Najlepszy czas na działanie jest teraz!. W sumie to się pod nim podpisuję.

PS Jeśli chcesz nauczyć się nowych rzeczy, to zawsze możesz kupić mój kurs pozycjonowania bloga.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mailowy kontakt z klientem – co wolno, a co można?

Pytanie przerabiane pewnie przez wszystkich, którzy po raz pierwszy dostają maila od klienta czy też potencjalnego klienta. Jak zacząć, co...

Zamknij