Co jakiś czas poprzez formularz kontaktowy na blogu piszą do mnie różni ludzie. Co jakiś czas. Dla znanego blogera, piszącego regularnie i mającego dużą społeczność to na pewno chleb powszedni. Ja jestem “mała” (wzrost też to mówi), ale co jakiś czas dostaję różne propozycje. 80{43daf1f0b37dba3142672d146843232e9c6991bee826e582edc42d7cd8121827} tych propozycji jest niestety tak kulawa, że czasem nawet nie chce mi się odpisać. Bo się wkurzam. Na co?

Piszę do Pana w bardzo nietypowej sprawie – sprawdź do kogo piszesz!

Pana. Kumacie? Jak byk stoi, że autorem jestem ja. Justyna. Ale maile w stylu – czy nie chciałbyś nawiązać z nami współpracy, sprawiają, że ręce mi opadają. Zwykle takie maile to masówka i rozumiem, po co jest robiona. Ale umówmy się – nawet “masówkę” można zrobić dobrze, dzieląc blogerów ze względu na płeć, żeby żaden “pan” nie pałętał mi się po blogu. Czuję się wtedy trochę tak, jak konsultant rozmawiający ze mną, uporczywie próbuje wmówić mi, że jestem facetem, choć wcale nie mam męskiego głosu. Sprawdź do kogo piszesz, to chwila.

Bardzo fajny blog, proponuję sprzedaż szybkich pożyczek, płacimy w terminie – sprawdź do kogo piszesz nr 2!

Ostatnio dostałam propozycję z serii nie do odrzucenia. Afiliacja, w której miałabym sprzedawać szybkie pożyczki. Kiedy spytałam o warunki współpracy, z czystej ciekawości, dostałam PDF z informacją, jaka to sieć jest zajebista i z pytaniem, kiedy możemy zaczynać. Serio, wchodzenie z butami na nieswoje podwórko jest bardzo słabe. To tak, jakby ktoś przyszedł do mojego domu i stwierdził – o, tutaj, na tej pustej ścianie w salonie będę świecić neon reklamujący wstawianie okien w Rybniku. Nie mam nic przeciwko neonom, no ale dajże spokój, człowieku – obcym nie otwieram. Zanim napiszesz, sprawdź, czy tematyka choć trochę się pokrywa, czy pojawił się choć jeden artykuł, z którym Wam po drodze.

Proponujemy fajną współpracę – bądź konkretny!

Ludzie mówią o mnie, że jestem konkretem. No dobra, jestem. I naprawdę nie lubię tracić czas na dopytywanie, drążenie. Lubię jasno mieć przedstawione to, co firma chce mi zaproponować. Sama jasno przedstawiam to, co ja oferuję. Maile, które rozpoczynają się i kończą zarazem od “Mamy świetną propozycję współpracy, która polegałaby na napisaniu artykułu”, nie są dla mnie ani trochę konkretne. Zmuszają mnie do dopytywania. Lubię wiedzieć na samym początku, czy w ogóle warto odpowiadać. Bądź konkretny.

Proponujemy fajną współpracę, ale nie wiemy co to pieniądze – dopytaj o stawki albo zaproponuj swoje!

Propozycja współpracy może być konkretna. Możecie dograć jej szczegóły, ale firma, która nie wspomina o wynagrodzeniu nie jest fair. Możesz stracić bardzo dużo czasu na dogadywaniu szczegółów, a do współpracy może nie dojść. Bo przeczytasz “a bo myśleliśmy, że za darmo można”. Ustalcie w miarę na początku jaki macie budżet, albo jakie są widełki cenowe współpracy. Zaoszczędzicie czas obu stron.

Milczymy, bo warunki nam nie pasują – odpisuj, nawet, jeśli warunki współpracy są poza Twoim zasięgiem

To też jest niefajne. Bloger proponuje warunki, które są poza Twoim zasięgiem. Milczysz, bo nie dojdzie do współpracy. Dla mnie normalne jest, że powinieneś odpisać – nie dziękuję, za drogo, nie mamy takiego budżetu, ale może w przyszłości się uda. Tak normalnie, po ludzku. Masz ten plus i to udogodnienie, że nie musisz dzwonić, patrzeć komuś głęboko w oczy. Wystarczy mail.

Przeczytaj mój inny wpis z serii współpraca z blogerami – od tej drugiej strony, gdy bloger ma horrendalnie wysokie stawki, a nie oferuje za wiele.

A jakie są Wasze odczucia, jeśli chodzi o propozycje współpracy? Co Was wkurza w mailach, które spływają z formularza kontaktowego?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Czy warto robić biznes ze znajomymi?

"Robić biznes" brzmi tutaj bardzo szumnie, co najmniej, jakbyście mieli stworzyć drugiego Facebooka. Tymczasem chodzi o jakiekolwiek zlecenia, działania, które...

Zamknij