Co jakiś czas w moim newsfeedzie przewijają się ogłoszenia o pracę, w których agencje szukają “turbo ogarniaczy/ninji, którzy wprowadzają się w stan zen i innych, którzy kochają multitasking, nie boją się zostawać po pracy w pracy” i innych, u których połączone są wszystkie możliwe umiejętności pod wezwaniem świętego IT. Podobnie jest w przypadku zleceń – szukają programisty, grafika, seowca i specjalisty od usability w jednej osobie. Jak czytać takie ogłoszenia i czy brać je pod uwagę, szukając paru groszy bądź stałej pensji?

Moja ulubiona odpowiedź brzmi – to zależy. 😉

Aaagencja poszukuje…

Duże agencje sporo tym ryzykują. Bo ktoś może być wybitny w SEO, ale już w kodowaniu niekoniecznie. Ktoś może świetnie ogarniać grafikę, ale AdWordsy robi sobie po godzinach dla wujka Staszka i tak dalej. O ile w jednej dziedzinie będzie wychodziła przed szereg , o tyle w przypadku innej już tak różowo być nie musi – może też bardziej zaszkodzić, niż pomóc, np. przepalić kilkutysięczny budżet klienta. 😉 Od takiego turbo ninji wymaga się niemal niemożliwego, w dodatku niemożliwego przemnożonego przez kilku, czy kilkunastu klientów. A przecież wszyscy wiedzą, ile godzin ma doba i że spać też czasem trzeba. Jak to ładnie określił Maciek Dziedzic – “oszczędzając kasę, zaczynasz ją tracić”, w odniesieniu do agencji, które poszukują kandydatów, u których łączą różne stanowiska w jedno.

 Mała, rodzinna firma spod Lublina zatrudni…

Na początku się oburzałam – no, bo jak? Szukają trzech osób, ale pensji już nie liczą potrójnie. Jednak jedną rzecz uświadomił mi post na tablicy Mariusza Wesołowskiego, który słusznie zauważył, że lokalne biznesy czy mniejsze firmy wcale nie potrzebują 5 specjalistów – od projektowania stron, grafiki, ogarniania sprzętu czy handlowania. Wystarczy jeden, ogarnięty człowiek, który owszem, pewnie ma mniejsze umiejętności, niż specjalista “do spraw”, ale sobie poradzi. I dla takiego biznesu pracownik, który myśli, radzi sobie, gugla, a nie deleguje zadania albo mówi, że nie jest grafikiem, gdy trzeba przyciąć zdjęcie, jest na wagę złota.

Zrzut ekranu 2015-06-30 o 10.47.47

To jak traktować takie ogłoszenia?

Ja zastanowiłabym się nad swoimi umiejętnościami i tym, na jakim są poziomie. Sprawdziłabym też firmę, która zamieszcza ogłoszenie i jego treść, aby ocenić czy będę miała szansę wejść z umiejętnościami na wyższy poziom, czy czeka mnie tylko 12-godzinna harówka bez przerwy na wyjście do toalety. Myślę, że warto zaznaczyć tutaj, że prestiżowa, dobrze rozpoznawalna firma, może zaproponować Ci właśnie to drugie, niezależnie od branży. Aplikowałabym, jeśli ogłoszenie byłoby dobrze do mnie dopasowane, zaznaczyłabym jednak w CV, na ile ogarniam konkretne zadania, gdzie potrzebuję pomocy, a na czym w ogóle się nie znam.

Można niestety wpaść we własną pułapkę i przestrzelić z własnymi umiejętnościami – odczujemy to, kiedy uda nam się zdobyć pracę i wiele czasu spędzimy na uzupełnianiu podstawowej wiedzy z zakresu, który w CV określaliśmy jako “dobry” czy też “biegły” (o ile nikt tego wcześniej nie sprawdzi). Jeśli jednak pojawiłby się jakiś zgrzyt, coś bardzo ponad moje kompetencje albo odbiegający od tego, czym się zajmuję, w dodatku bez czasu na naukę, to odpuściłabym.

Wszystko oczywiście zależy też od tego, jaki typ pracy Ci odpowiada – czy wolisz samodzielność na wielu płaszczyznach (często w małej firmie, która szuka specjalisty ds. marketingu internetowego, możesz być jedynym ogarniaczem, a z dziale obok wciąż mogą korzystać wyłącznie z naszej klasy, a szef z blipa, choć NIE JEST to regułą), czy chciałbyś uczyć się sporo od innych na miejscu, lubisz zajmować się wieloma projektami i klientami. Fajnie wybierać pracę zgodnie ze swoim charakterem.

A jakie jest Twoje zdanie na temat tego typu ogłoszeń?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Infoshare 2015 – rezerwuj czas na 2016!

W tym roku po raz drugi udało mi się być na Infoshare w Gdańsku. Długo się wahałam głównie ze względu...

Zamknij