Wczoraj pomyślałam sobie, że właściwie wiele już zostało napisane, powiedziane, przeczytane. Złapałam się na tym, dwie godziny po tym, jak zaczęłam tworzyć content dla klienta. Pisałam z wywieszonym jęzorem, pełna pasji i słów, które wciskały mi się pod palce, ale przy którymś akapicie zaświeciła mi się lampka z napisem “oh wait…”, przecież to o tobie. Dlaczego nie miałabyś pisać o tym, jak pracujesz, co Cię męczy, co doskwiera, co jest fajne, oraz, że możesz w środku pracy po prostu wyjść i dokończyć po powrocie? I znowu to zrobiłam – założyłam bloga. Nie zakładam, że umrze. Zawsze zakładam, że kolejny przeżyje i  myślę sobie, że jeśli nie, to założę kolejny – ostatni i wrzucę tam wszystkie teksty ze wszystkich blogów, które napisałam.

Dość wywodów – gdzieś ostatnio przeczytałam, że ma być krótko, acz treściwie. Więc dobrze – jestem Justyna i czasem sama sobie stwarzam obóz pracy w domu. Czasem też jest fajnie.

Dodaję wpis do kategorii Zmotywuj, żeby się zmotywować. Zadziała?