Dziś piątek, ale umówmy się, że czwartek. I to nie ten, tylko zeszły. 😉 A tak naprawdę spełniam z opóźnieniem obietnice o serii marketingu w restauracjach, pubach i barach. Ostatnio zastanawiałam się, czy restauracja potrzebuje strony internetowej i wyszło mi oczywiście, że to zależy. Zajawiłam tam, że pojawi się wpis o najczęstszych błędach z przykładami – będzie i to w tym tygodniu, dla nadrobienia strat. Dzisiaj natomiast chciałabym się skupić na Facebooku i zasadności jego posiadania przy prowadzeniu restauracji. Bo czy jest potrzebny w branży gastronomicznej?

Prowadzisz restaurację? Facebook zdecydowanie na tak!

Żyjemy w ciekawych czasach, kiedy przemierzamy miasto z internetem w kieszeni. Mamy ochotę na pizzę i bardzo często w myślach szukamy ładnych, zachęcających fotek, które przewinęły nam się w newsfeedzie. Albo polegamy na rekomendacjach znajomych. Za to omijamy miejsca, których oni nie polecają. O ile mechanik samochodowy, kosmetyczka nie muszą wg mnie posiadać fanpage na Facebooku, o tyle w przypadku restauracji jest to już chyba konieczność. Konieczność, która przynosi korzyści. Jakie?

Restauracja na Facebooku – korzyści, jakie niesie prowadzenie fanpage

  1. Docierasz do konkretnej grupy docelowej – od razu. Załóżmy, że prowadzisz restaurację we Wrocławiu. Zapraszasz znajomych  z tego miasta, którzy mają znajomych również tutaj mieszkających, którzy będą potencjalnie zainteresowani Twoim lokalem. Z czasem jednak “darmowa” promocja wśród znajomych znajomych nie wystarczy. Możesz do nich dotrzeć poprzez Facebook Ads – system reklamowy, idealnie określając grupę docelową – m.in. wiek, płeć, zainteresowania.
  2. Ludzie jedzą oczami. Jeśli tylko masz trochę lepsze wyczucie w robieniu zdjęć, niż przeciętny użytkownik smartfona, to świetnie. Ludzie jedzą oczami, również na Facebooku. Odpowiednia kompozycja, światło, kolory i możesz mieć pewność, że dzisiejsze menu lunchowe będzie się cieszyło zainteresowaniem. Jeśli pokażesz ludziom zdjęcia wyglądające nieapetycznie, to kto do Ciebie przyjdzie?
  3. Ludzie lubią wydarzenia. Organizujesz imprezę tematyczną w swojej restauracji, np. tydzień z pierogami? Zachęć potencjalnych klientów do przyjścia poprzez utworzenie wydarzenia i zaproszenie ich. Co prawda wielu klika bezsensownie, zapisując się na wszystkie, jak leci, a potem nie przychodzi, jednak wśród tych, którzy opanowali do perefekcji zdolność bilokacji na pewno znajdą się tacy, którzy jednak przyjdą.
  4. Ludzie Cię oceniają. Jeśli jesteś dobry, zbierasz gwiazdki. Im bliżej oceny 5.0, tym lepiej. Oprócz ocen, zostawiają też opinie. Możesz się do nich odnieść – usprawiedliwić, jeśli makaron był niedosolony lub podziękować, jeśli był idealnie al dente.
  5. Ludzie lubią promocje. A gdzie lepiej napisać, że DZIŚ zestawy obiadowe taniej o 20{43daf1f0b37dba3142672d146843232e9c6991bee826e582edc42d7cd8121827}? W lokalu, w menu, czy może jednak na profilu na Facebooku? Ludzie lubią promocje, ale też informacje. Lubią też, jak im o sobie przypominasz.
  6. Na Facebooku dodasz w widocznym miejscu najważniejsze informacje – od której otwierasz i o której zamykasz, gdzie dokładnie się znajdujesz, jaki masz przedział cenowy oraz menu (w odpowiedniej zakładce).

Grzechy i grzeszki restauracji na Facebooku

Żeby jednak nie było kolorowo, warto pamiętać o tym, aby nie traktować Facebooka, jako słupa ogłoszeniowego, na który wrzuca się wszystko, jak leci. Byle jak, byle szybko. Ot, kolejne miejsce, gdzie można się pokazać. Pokazać się trzeba, ale w dobrym stylu. Jak restauracje psują styl? Co mnie razi?

  1. Fotki jedzenia, które wyglądają jak kupa. Serio i dosłownie, choć może dobitnie (sorry, jeśli akurat jesz). Zdjęcia robione byle jak, byle szybko, nie zachęcą klientów, żeby do Ciebie przyjść.
  2. Brak podanych godzin otwarcia. Myślisz, że jak ktoś trafił do Ciebie na Facebooku i jest po 12.00, a chce zjeść obiad, to będzie szukał informacji czy jesteś otwarty, gdzieś indziej? Najpewniej nie i pójdzie gdzieś do konkurencji, którą znajdzie w zasięgu wzroku.
  3. Brak adresu. Zabawa w szukaj aż znajdziesz? Nie sądzę, zwłaszcza, kiedy jestem głodna.
  4. Brak menu. Nie masz strony internetowej, ale prowadzisz fejsa? Dodaj tam menu! Skąd klient ma niby wiedzieć, co serwujesz?
  5. Brak trzeźwości. W myśleniu. Przychodzi klient do restauracji, nie podoba mu się, więc jego hobby staje się pisanie o tym na Twoim profilu. Zamiast dopytać, wyjaśnić, sprostować, wdajesz się w pyskówki. Zachowaj dystans, trzeźwość umysłu, nie pozwalaj się obrażać.

To moje przemyślenia na temat Facebooka dla restauracji. Jakie są Wasze? Podawajcie w komentarzach linki do dobrze i źle prowadzonych fanpage’y knajp. 🙂

Przeczytaj poprzedni wpis:
Freelancer w pracy – 6 typów zleceń, których lepiej się nie podejmować

Napisałam już trochę o tym, jak korespondować z klientami, jak przygotować się do spotkań z nimi i jaki byłby klient...

Zamknij