Dziś będzie trochę technicznie o narzędziach i aplikacjach, które ułatwiają i umilają mi pracę. Bo nie oszukujmy się, praca musi być też miła,a przynajmniej powinna. Wybrałam te, które będą uniwersalne niemal dla każdego – niezależnie, czy jest programistą, copywriterem, pisarzem, grafikiem (może poza programami graficznymi), czy też blogerem.

Umilacze

Lubię pracować przy muzyce. Kiedy nie mogę się obudzić, wybieram coś z powerem, coś, co mi to ułatwi. Kiedy potrzebuję się nad czymś mocno skupić, włączam coś relaksującego. Wybór mam duży – odkąd pojawiło się Spotify, zakochałam się w nim, a odkąd mają opcję “Przeglądaj”, nie muszę tracić czasu na szukanie dobrej do sytuacji muzyki.

Czasem mam takie dni, kiedy słucham Trójki – dobrze grają, przy mniej wymagającej skupienia pracy, słucham ich porannych audycji. To mnie odpręża i często też daje nową wiedzę.

Od pewnego czasu, do muzyki dorzucam Coffitivity, która robi mi w domu kawiarniany hałas.

Grafika

Długo szukałam narzędzia, które obsługą w bardzo podstawowej wersji będzie podobne do Photoshopa, na którymś kiedyś pracowałam. Najlepiej darmowe, najlepiej online, żebym mogła w każdy miejscu i czasie coś ta przyciąć, coś dorzucić. I znalazłam Pixlr Editor, który mi w zupełności wystarczy. Mają jeszcze Pixlr Express i O-matic do fotek, ale przyznam szczerze, że nie testowałam, ale, kiedy tak teraz na nie patrzę, to wiem, że na pewno to zrobię.

Nie testowałam, bo kiedy chcę poprawić fotkę na bloga, dodać jej kolorów, coś tam usunąć, używam iPhoto, dołączonego do Maca – kilka kliknięć i fotka wygląda całkiem nieźle.

Od jakiegoś czasu jednak, jestem zakochana w narzędziu online o nazwie Canva. Mogę robić w nim covery na Facebooka i grafiki do innych serwisów społecznościowych, grafiki na bloga, a przy tym uploadować tam własne rzeczy, więc super. Jego darmowa wersja mi wystarczy. Można w nim też robić infografiki, ale tu nie próbowałam.

Kiedy chcę je zrobić, używam Pictochart – wersja darmowa jest ograniczona mocno, jak dla mnie, ale płatna daje radę. No zobacz, jaką ładną infografikę ogarnęłam sama 😉

Pisanie i inne rzeczy “biurowe”

Używam po prostu Office 365 – roczna subskrypcja na 1 użytkownika, ale 5 urządzeń kosztuje jakieś 400 złotych. Najczęściej korzystam z Worda – przy tworzeniu różnych treści, często też z Excela, rzadziej z Power Pointa. Jestem przyzwyczajona do Office’a na tyle, że moje próby przesiadki na Keynote przy tworzeniu prezentacji skończyły się na tym, że finalnie i tak skończyłam ją w PP. Może z edytorem tekstu byłoby lepiej.

Przy zrzutach ekranu wykorzystuję póki co to, co daje mi Mac – najczęściej Cmd+strzałka+4 – czyli zaznacz wybrany obszar i zrób z niego zrzut. Mam CloudApp, ale jakoś nie mogę się przekonać. Może dorosnę. 😉

Praca – kontrolowanie, lista zadań

Co do kontrolowania czasu pracy, to mam szpiega, który podpowiada mi, jak wiele czasu spędzam bezproduktywnie, ile faktycznie pracuję, a ile to, co robię nie ma żadnego wpływu, na nic. Tym narzędziem jest Desk Time, które pracuje w tle i śledzi każdy ruch, każdą stronę, którą odwiedzasz (chyba że przejdziesz w tryb prywatny lub ustalisz sobie sztywne godziny pracy). Tylko, że ja mam ten problem, że nie ustaliłam tych godzin i zapominam przełączać się w tryb prywatny. Muszę przysiąść, żeby ustalić też, które narzędzia i strony są związane z moją pracą, które z rozrywką, a które nie mają nic wspólnego z jednym i drugim. Narzędzie fajne i poświęcę mu chętnie osobny wpis, jak tylko je ogarnę.

Do tworzenia listy zadań i zarządzania nimi używam Todoist – pisałam o nim ostatnio. Dla mnie jest najlepsze.

Jeśli chodzi o e-maile, to mam wszystkie podpięte pod Gmaila. Jeśli bardzo chcę wiedzieć, czy moja wiadomość została odczytana albo ile razy była otwarta, to wysyłam maile przy użyciu Sidekick (dodatek do Chrome) – narzędzia, które pozwala to śledzić. Fajne i naprawdę przydatne, bo widzę, czy potencjalny klient otwiera maila z ofertą kilkakrotnie i to znaczy, że się waha czy raz i nie wraca – wtedy prawdopodobnie jestem dla niego za droga. 😉

Inne ważne

Pocket to jest to, co uwielbiam. Kiedy przeglądam internet albo ktoś mi coś podsyła i nie zawsze mam czas na przeczytanie, wrzucam do Pocketa. Jeden klik i mam wszystko zapisane. Nie pamiętam już, po co są zakładki w przeglądarce. Pocketa mam też w komórce i wszystko się ładnie synchronizuje. Problem jest jeden  – nie zawsze udaje mi się wszystko przeczytać i polecam się wzbraniać przed “zbieractwem” wszystkiego, co popadnie, bo nie ogarniesz – selekcjonuj treści, również te, które chcesz przeczytać później.

Trafią tu wszystkie, których nie dało się jakoś skategoryzować. Do tweetowania, również z kilku kont, używam TweetDecka, mojego odkrycia na Infoshare w 2014 roku. Idealne.

Fajnie, jeśli podzielisz się narzędziami i programami, których Ty używasz – chętnie przetestują i wymienię się doświadczeniem. Ku chwale..hm, pracy? 😉

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak odejść z pracy bez pozostawiania niesmaku?

Szef Cię zwolnił? Sam podjąłeś decyzję o tym, aby odejść z pracy, być może do innej, być może nareszcie "na...

Zamknij