1 marca minęło mi 5 lat prowadzenia własnej firmy. 5 lat przelewania kasy do ZUS-u, odbierania maili od księgowej z wyliczeniem podatków. 5 lat, podczas których wystawiłam setki faktur i dziesiątki razy upominałam się o pieniądze, bo dawno minął termin płatności. Czy żałuję? Ani trochę. Czy dziś podjęłabym decyzję o założeniu działalności gospodarczej? Pewnie tak. Zakładając działalność miałam jednak obawy. Jakie?

Własna firma – czego się bałam?

Jedną z pierwszych rzeczy, których się bałam były przelewy do ZUS-u i skarbówki. Nie przerażało mnie tak mocno, czy będę na nie miała, a to czy się nie pomylę robiąc je. Czy wpiszę dobrą kwotę, czy przeleję pieniądze na właściwy numer konta. Bałam się dość długo, jakby od tego, czy wyślę kasę pod dobry adres zależało moje być albo nie być. Raz popełniłam błąd – nie wpisałam chyba dobrego NIP-u albo PESELU. Dostałam pismo z ZUS-u, żeby o tym pamiętać, bo tego a tego miesiąca nie było to dla nich super jednoznaczne. Nic się nie stało.

Wizyty urzędu skarbowego. Teraz może wywołuję wilka z lasu, bo jeszcze mnie ten zaszczyt nie spotkał, ale podchodzę do tego spokojnie. Zdarzy się to się zdarzy. Odwiedzin nie miałam, ale czynny żal raz miałam okazję napisać. Też nic nie wybuchło. Kilka razy urząd dzwonił z pytaniem o jakąś rzecz i czy może zadzwonić do mojej księgowej. Dzwonił i wszystko było wyjaśniane – mam super księgową. 🙂

Że mi nie starczy kasy na podatki i ZUS. Tutaj rozwiązaniem okazało się osobne konto, na które przelewam pieniądze na vat i dochodowy. Z regularnością w opłacaniu faktur bywało i bywa u klientów różnie, dlatego zwykle przelewam trochę więcej, żeby nie było niespodzianek.

Że wszyscy klienci nagle powiedzą – dziękujemy i zostanę bez pracy, kasy i nie zdołam tak szybko zdobyć nowych. To jednak sytuacja ekstremalna i raczej nierealna. Zwykle było tak, że klienci po prostu napływali, a gdy któryś rezygnował z moich usług, pojawiało się dwóch, czasem trzech nowych. Owszem, zdarzały się też miesiące “przestoju”, ale rozwijamy się w Clue Group dynamicznie i te pojawiają się rzadko – na liczbę ofert, które robię nie narzekam.

Po pięciu latach mogę powiedzieć, że te obawy jakoś się rozeszły – przelewy do skarbówki i ZUS-u robię z lekkim smutkiem, ale już bez zająknięcia, nie przejmuję tak mocno, kiedy jakiś klient zrezygnuje, a kwestią pieniędzy na wyżej wspomniane przelewy – musi starczyć, po prostu. Po 5 latach mam też wiedzę, którą staram się wykorzystywać w sytuacjach trudnych i to procentuje, czasem natychmiast, czasem muszę trochę poczekać.

A czy Ty miałeś/masz obawy związane z prowadzeniem firmy, które spędzają Ci sen z powiek? Jak do nich podchodzisz?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Dlaczego nie możesz wypozycjonować swojego bloga?

Najkrótsza odpowiedź - bo się nie da. Zawsze, kiedy czytam wpisy w sieci na temat, tego, że ktoś chce wypozycjonować...

Zamknij