Nie od razu Rzym zbudowano, tak, jak Ty, na początku drogi zawodowej, nie będziesz miał doświadczenia. Bo niby skąd. Każdy zdobywa pierwszą pracę. Wiele osób nie jest z tej pierwszej zadowolona. Najczęściej jest nie tylko słabo płatna, ale też niezwiązana z tym, co faktycznie chcielibyśmy robić. Jestem tego najlepszym przykładem. Nie chwalę się już tym dziś w CV, ale pracowałam w call center i jako sprzedawczyni okularów przeciwsłonecznych. Nie było to związane z moimi studiami, ani tym co robię teraz, ale pozwalało mi zdobyć pierwsze doświadczenie i trochę kasy. Jednak dziś nie będzie o pierwszej czy kolejnej pracy. Dziś będzie o praktykach. Darmowych.

Jakoś tak się przyjęło, że praktyki = za darmo, a staż = za niewielkie, ale pieniądze. Nie wiem, dlaczego, może ma to związek z obowiązkowymi praktykami zawodowymi, które trzeba w większości przypadków odbyć na studiach. Za darmo. Staż natomiast może być np. z urzędu pracy i dostaje się za niego hajs? Głośno myślę.

Darmowe praktyki to słowo zakazane wśród pracodawców, zamieszczających ogłoszenia w serwisach rekrutacyjnych i ulubione, wśród narzekających na to, że znowu jakaś firma myśli, że znajdzie frajerów, którzy będą pracować za darmo. W przypadku tej drugiej grupy, część z nich faktycznie tak właśnie trafiła – pracowali za darmo, np. 3 miesiące, w dodatku wykonując jakaś marną robotę i dostali referencje od firmy krzak, którymi co najwyżej mogą sobie podetrzeć tyłek. Czy jednak darmowe praktyki to takie zło i trzeba się przed nimi bronić rękami i nogami?

Darmowe praktyki – rzeczywistość widziana w ciemnych barwach

Niektórzy widzą darmowe praktyki tak:

  1. Będę wykorzystywany, w dodatku za darmo.
  2. Będę wykonywał najgorszą robotę.
  3. Nie będę miał kontaktu z szefem. Pewnie go nawet nigdy nie zobaczę.
  4. Niczego się nie nauczę.
  5. Stracę tylko czas.
  6. Nikt mi nie zwróci za dojazdy.
  7. Nic nie zarobię, jak ja się utrzymam.
  8. Nie chcę, nie pójdę, niech szukają frajerów, którzy przez harowanie za darmo psują rynek.

Darmowe praktyki – bardziej optymistyczna wersja

  1. Poznam nowych ludzi, zmienię codzienne środowisko.
  2. Nauczę się nowych rzeczy.
  3. Będę brał udział w czymś fajnym, może mnie to ukierunkuje na przyszłość.
  4. Choćbym miał porządkować dokumenty i odbierać telefony, zdobędę doświadczenie.
  5. Mam szansę na udział w szkoleniach, za które inni płacą.
  6. Na tacy mam specjalistów, praktyków – mogę pytać!
  7. Być może uda mi się u nich zostać już za kasę albo znaleźć pracę w podobnej firmie.
  8. Będzie co wpisać w CV.

Skoro ludzie dzielą się na tych, którzy narzekają na darmowe praktyki i na nie nie przyjdą oraz na tych, którzy chętnie skorzystają, to w czym problem? W firmach, które je oferują. Bo często utrwalają stereotypy. Bo faktycznie „zatrudniają” kogoś, dają mu pierwszego dnia zadania, a potem kontakt odnawia się, jak już praktyki się kończą. A przecież można inaczej. Jak?

Jak zorganizować ciekawe, darmowe praktyki?

Opowiem trochę na swoim przykładzie (byłam z tej trudniej strony – „zatrudniałam” praktykantów), trochę na tym, jak wiem, że praktyki mogą wyglądać oraz z jakimi problemami, wątpliwościami, mierzą się kandydaci.

Praktyki mogą być darmowe. Znaczy za darmo. Bez pieniędzy. Za 0 złotych. Firma może ich nie mieć. I ja to przyjmuję. ALE. I właśnie.

Jeśli nie masz budżetu na praktyki, to daj coś od siebie. Coś, za co od klienta weźmiesz pieniądze. Daj swoją wiedzę i doświadczenie. Poświęć uwagę. Kiedy pracowałam w agencji interaktywnej, miałam swój mały dział i miałam też praktykantów. Nie mogłam wywalczyć od szefa pieniędzy dla nich, ale starałam się organizować im czas tak, aby nauczyli się jak najwięcej. Organizowałam szkolenia, dawałam różne zadania, wymagające samodzielnego szukania rozwiązania, czasem z moim niewielkim wsparciem. Co więcej, mimo że pracowali w dziale tworzenia contentu, to starałam się im „załatwić” szkolenia w innych działach – social media, SEO. Dzięki temu mogli wyjść z dawką fajnej wiedzy.

Urozmaicaj zadania praktykantowi. Jeśli to tylko możliwe i specyfika pracy na to pozwala, urozmaicaj praktykantowi zadania. Niech uczy się różnych rzeczy. Zmobilizuj go do tego, aby również sam szukał rozwiązania. Niech złapie bakcyla.

Jeśli praktykantów jest więcej, niech współpracują między sobą. Pozwól, żeby ludzie sami się dogadali, jak dzielą się obowiązkami przy konkretnym zadaniu. Umiejętność komunikacji, wykorzystywania swoich fajnych cech i predyspozycji przy realizacji zadań na pewno przydadzą się w przyszłości.

Jeśli masz nad sobą szefa, to upewnij się, że zna chociaż imiona praktykantów, których masz pod swoją opieką. Nie ma nic gorszego, niż szef, który po 2 miesiącach od pojawienia się praktykantów, po prostu ich nie kojarzy. Jeśli to tylko możliwe, niech mają z nim kontakt, choćby sporadyczny.

Idź na rękę, ale bez przesady. Praktykant spieszy się na pociąg i chce wyjść 2 godziny przed końcem pracy, bo następny ma dopiero ok. 20. Jeśli się nie pali, to po prostu niech idzie. Nie przesadzaj jednak z „pobłażaniem”. To nie „tylko praktykant”, to praktykant, który być może będzie pracownikiem Twojej firmy. Kto wie?

Powtarzam – traktuj praktykanta, jak przyszłego pracownika Twojej firmy. Nie lekceważ jego pracy i obowiązków.

Nie dawaj do wykonania zadań, które nie leżą w jego obowiązkach. „Może pojechałbyś odebrać mojego kota od weterynarza?”, „może umyjesz mi auto?”. No ja pierniczę. Obyś na to nigdy nie wpadł.

Podpytuj, jakie ma pomysły – pokaż mu, że skoro wybrałeś właśnie jego, to zależy Ci na tym, co ma w głowie. Masz jakiś problem, z którym sobie nie radzisz, taki ludzki, nie super specjalistyczny. Np. nie wiesz, co zrobić z danym projektem – czy go zamknąć, czy może jeszcze powalczyć. Tak wiesz, bez przepytywania. Chciej tylko porady, innego punktu widzenia.

Zachęcaj do udziału w imprezach branżowych. Jeśli tylko w Twojej branży organizowane są jakieś konferencje, wydarzenia edukacyjne, to zachęcaj do udziału. Fajnie jednak, abyś też był, a nie wysyłał praktykanta, żeby potem mógł Ci wszystko streścić.

Pytaj, o oczekiwania względem praktyk. Nie tylko podczas rozmowy kwalifikacyjnej, ale również w trakcie praktyk. Czego chciałby się nauczyć, co rozwinąć, a co mu nie leży. Spraw, aby czas, który poświęca był jak najlepiej wykorzystany.

Wystaw referencje. Po skończonych praktykach wystaw referencje. Obowiązkowo na Goldenline i Linkedin, na papierze w drugiej kolejności.

Mały „apel” do właścicieli firm i praktykantów

Właścicielu firmy – pamiętaj – praktykant, to nie darmowa siła robocza, która wykona pracę, której Tobie nie chce się wykonywać albo za którą normalnie musiałbyś zapłacić. To osoba, która przede wszystkim chce zdobyć doświadczenie, wiedzę, jakoś się ukierunkować, sprawdzić, jak to jest. Daj jej to.

Potencjalny praktykancie – mów pracodawcy, co chciałbyś osiągnąć, czego się nauczyć, upominaj o szkolenia, kursy i wszystko to, o czym słyszałeś na rozmowie kwalifikacyjnej, albo przeczytałeś w ogłoszeniu. To Twój czas – nie marnuj go. Ucz się.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak promować w internecie restaurację, pub
Promocja restauracji w internecie – Instagram

Ludzie jedzą oczami. Pisałam już o tym we wcześniejszych wpisach w tej serii. Zobaczą fajne zdjęcie jedzenia, potem jeszcze jedno,...

Zamknij